1 etap "Bielsko-Biała NOCĄ"

1 etap Biegu na Orientację Bielsko-Biała Nocą

W czwartkowy wieczór na bielskiej starówce nagle pojawiały się nie wiadomo skąd dziwne indywidua ze świecącymi głowami, i tak samo jak się pojawiały, znikały też nie wiadomo gdzie. W rękach trzymały takie tajemnicze karteczki i od czasu do czasu z radosnym kwikiem i prawie w podskokach szybko zbliżały się do drewnianych stojaczków, coś tam przyciskały, na coś chwilkę się gapiły i znikały. Autochtoni przypatrywali się temu wszystkiemu z lekkim niedowierzaniem i może nawet z odrobiną zaniepokojenia. Przecież lato się skończyło, knajpiane ogródki odleciały do ciepłych krajów, to i spokój powinien tu być…
Tymczasem to uczestnicy 1 etapu Biegu na Orientację „Bielsko-Biała NOCĄ” stawili się tak tłumnie i to oni zakłócili na mniej więcej półtorej godziny sielsko-przaśną atmosferę jesiennego wieczoru. Wśród tego tłumu miałem przyjemność znaleźć się i ja, czyli Piotruś. Trasa została przygotowana w formie scorelaufu, na mojej trasie PROFI M (tak, tak – profiiii!!!) do potwierdzenia były 24 punkty kontrolne. Mapa w skali 1:2500 wyśmienicie przygotowana przez Krzyśka Wojarskiego, precyzyjna i czytelna oraz pewna znajomość terenu zawodów powodowały, że na początku zdawało mi się, że będzie łatwo. Nic z tego! Stan mojej formy biegowej (stan objawiający się wtórnym „zdziadzieniem”), przerwa w startach w biegach na orientację (tylko turystyczne) oraz niezbyt sokoli wzrok sprawiły, że udało mi się strzelić kilka „baboli”, praktycznie nie nadających się do publicznego upowszechniania (w tym przypomnienie sobie o PK5 jakieś 100 metrów od mety) . Ku mojemu zdziwieniu klęski totalnej nie było – 29 miejsce na 37 startujących i kilka istotnych osób za mną.
Koloryt eksponowanych i znanych miejsc na starówce, ale również konieczność zajrzenia do niektórych mniej eleganckich zaułków, zmieniające się oświetlenie, latarnie, witryny sklepowa, światła samochodów, a czasem tylko własna czołówka, pozostawiły we mnie bardzo mocne wrażenie bajkowości, które wydaje mi się będzie jedną z takich impresji „na całe życie”. Za to właśnie najbardziej chciałbym podziękować organizatorom. Zainteresowanych szczegółami odsyłam na stronę imprezy i zachęcam do udziału w następnym etapie.
Malownicze zdjęcie ze mną, jako elementem baśnowego zdarzenia, pochodzi ze zbioru Fundacji Rozwoju Sportu, Turystyki i Rekreacji „Na Przełaj”.
PS
A Adaś Skoczyński był 3 w OPEN.