Artykuły - Tramwaj Nr 2

Drugi numer Tramwaju nosi datę wrzesień, 1991. Ważne rzeczy które wtedy się działy, to kwestia łamania kredek i słynny (nawet ja po latach o tym słyszałem) apel Waldka. Miłej lektury.

--------------------------------------------------------------------------------

Autor: Waldemar Fijor

Obłamywanie kredek na PK kontrowersyjnych lub trudnych nabrało ostatnio rozmiarów epidemii. Można oczywiście w ten sposób zyskać nieco czasu nie wracając ponownie do PK, jeśli ten okazał się właściwym (przynajmniej w naszym przekonaniu). Takie postępowanie, z pewnymi wątpliwościami, można jeszcze by uznać jako element taktyki przy pokonywaniu trasy.

Stąd już jednak bardzo blisko do ewidentnych nieuczciwości, kiedy drużyny dzieląc się wynikami poszukiwań, posiadają potwierdzenia PK, do których wcale nie dotarły. Także więc, i w naszej dyscyplinie, pogoń za wynikiem może wypaczyć sens całej zabawy, polegającej przecież na odnajdywaniu PK, a nie wypełnianiu karty startowej. Wprowadzenie jakiegokolwiek formalnego zakazu obłamywania kredek byłoby raczej nieskuteczne. Uważam, że wystarczy, abyśmy przyjęli określoną datę, od której łamanie kredek przestaje być elementem taktyki, pozostając jedynie formą niszczenia PK.

Taką datą stał się dzień 08.06.91r, kiedy to na odprawie w Słowiku k. Częstochowy (4 runda Pucharu Polski), zaproponowałem takie właśnie rozwiązanie. Na honorowej liście osób, które zobowiązały się przestrzegać tej zasady fair play, znalazło się kilkadziesiąt podpisów.

--------------------------------------------------------------------------------

Autor: Waldemar Fijor

RELACJA Z MATNI… czyli jak powstawały INO – spółdzielnie

Tegoroczna, XII z kolei MATNIA, odbyła się w Skarżysku Książęcym w dniach 3-5 maja pomyłkowo zresztą pod numerem XIII (… i sprawdziło się). Etap pierwszy „Prolog” (indywidualny dzienny) w zasadzie sprowadzał się do pocięcia mapy i ułożenia trasy z dopasowanych do siebie 17 fragmentów. Natomiast sama trasa była łatwa, wręcz banalna. Start i meta w tym samym miejscu, przy tej krótkiej trasie, powodował przepływ informacji od tych, którzy już zdążyli wrócić do tych, którzy jeszcze nie wystartowali.

Etap drugi „Zapętaniec” (nocny) – przebieg trasy przedstawiono na mocno zaplątanej wstążeczce, ale nawet po jej rozrysowaniu odnajdywanie PK nie było łatwe i wymagało sporych umiejętności. Był to najlepszy technicznie etap tej MATNI. Etap trzeci „Układanka” (dzienny) – tym razem chodziło o połączenie w logiczną całość ponad 60 fragmentów, co wielu uczestników usiłowało zrobić, ale nikomu nie udało się. Po około godzinie dopasowywania przy PK1, do którego dochodziło się azymutem, większość odpuszczała dalsze rozwiązywanie, brakowało zresztą przejścia na PK 2. Punkty można było jednak odnaleźć, idąc w ogólnie dobrym kierunku, ławą – i tak powstały INO – spółdzielnie. Gdyby nie to, że PK stały jak latarnie, etap należałoby anulować.

Etap czwarty „Ślimaczek” (dzienny, deszczowy). Bezpośrednio po przyjściu z E3, drużyny miały startować do E4. Organizator nie narzucił jednak konkretnego czasu startu co spowodowało bałagan, a zimny deszcz z gradem zupełnie zatrzymał start. Bałagan spowodował, że nastąpił przeciek informacji o trasie do tych drużyn, które jeszcze nie wystartowały. Etap piąty (nocny), przebiegał po fragmentach map o różnych skalach. Koncepcja ciekawa, lecz sama trasa nie była trudna. Bardzo przydatne byłyby płetwy ale nikt z uczestników tego nie przewidział.

Wyniki końcowe MATNI zostały zniekształcone przez fatalny przelicznik do punktacji generalnej, oparty na punktach ostatniej drużyny. Warto go tu dla przestrogi przedstawić:
Pgen(x) = 1100 – 1000 x (Pkar(x)/Pkar(ost)+ 100 x (L – M_/L) gdzie L = 1/3 startujących zespołów.
Bardzo dobrze przygotowano bazę i posiłek dla uczestników. Szczególnie ciepło wspominam sucharki na metach etapów.

--------------------------------------------------------------------------------

Autor: Roman Trocha

XX OGÓLNOPOLSKIE MnO im.B.Rychlik

XX Ogólnopolskie MnO im. B.Rychlik były czwartą w tym roku imprezą zaliczaną do Pucharu Polski, a zarazem debiutem organizacyjnym (ogólnopolskim) Zbyszka Tarnowskiego. Do oddalonego o kilka kilometrów od Częstochowy Słowika, zjechała się prawie cała krajowa czołówka. Każdy spragniony powiększenia swojego dorobku w „Pucharze”.

Po krótkiej ceremonii otwarcia, rozpoczął się I dzienny etap. Na trasie niektóre PK należało potwierdzić dwa razy, ale albo kierownik trasy nie potrafił dokładnie wytłumaczyć, o jakie punkty chodzi, albo uczestnicy nie mogli tego zrozumieć. W efekcie etap był łatwy do przejścia, a jedyną trudnością dla wielu drużyn było podbijanie karty startowej przy PK. Raz albo dwa razy, oto jest pytanie?

Drugi etap polegał na poskładaniu fragmentów mapy, będących w trzech różnych skalach. Było to bardzo trudne zadanie. Niektóre drużyny wychodziły na trasę dopiero po godzinnej próbie dopasowywania fragmentów. Nowością na tym etapie była dwustronna mapa. Najmniej ciekawy był nocny etap, rozgrywany na kolorowej mapie. Należało się tylko wykazać przy wykreślaniu PK, a samo przejście trasy było już proste.

Należy odnotować, że przed imprezą kolega Waldemar Fijor zaapelował o niełamanie kredek przy PK, co na ostatnich imprezach było już rzeczą nagminną. Uczestnicy dostosowali się do tego apelu, ponieważ nie zauważyłem żadnej uszkodzonej kredki. Słowa uznania należą się też Zbyszkowi Tarnowskiemu, który w zastępstwie przejął kierownictwo imprezy, nie robionej przez „jego ludzi” i chyba dzięki temu imprezę można uznać za udaną.

Tags:
Kategoria: